Robin Williams nie żyje

g-5_1[1]

Robin Williams został znaleziony martwy w swoim domu w Kalifornii, w poniedziałek rano lokalnego czasu. Według oficjalnego stanowiska szeryfa, przyczyną śmierci było samobójstwo przez uduszenie, co wymaga jeszcze potwierdzenia przez szczegółowe dochodzenie.

Jak poinformowała rodzina i przedstawiciele aktora, Williams zmagał się z ciężką depresją. Jego żona, Susan Schneider, napisała: „W imieniu rodziny Robina, prosimy o uszanowanie naszej prywatności w czasie głębokiej żałoby. Mamy nadzieję, że zostanie on zapamiętany za sprawą nieprzeliczonych momentów radości i śmiechu, które zawdzięczają mu miliony ludzi”.

Niezapomniany aktor do lat 80. zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i kokainy. Przez 20 lat wygrywał, aż do 2006 r., kiedy wrócił na odwyk.

Jeden z najzabawniejszych aktorów komediowych był ofiarą głębokiej depresji. Odtwórca jednych z najbardziej krzepiących i dodających otuchy postaci kultury popularnej sam zmagał się ze swoimi zmorami. Robin Williams grał role aniołów stróżów, patronów i opiekunów. Balansował między komedią a dramatem. Tworzył kreacje, które pozostawały z widzem bez porównania dłużej niż pamięć treści fabuły. A dokonywał tego intymnym, prostym w gruncie rzeczy repertuarem gestów, uśmiechów, zmrużeń oczu.

Było w tym zmrużeniu oczu coś na pograniczu między śmiechem a łzami. Być może w tym tkwił geniusz Williamsa – aktora komediowego i dramatycznego zarazem, przepowiadającego historie śmieszne, a ogromnie przez to smutne. Aktora pocieszyciela, odtwórcę postaci będących i przewodnikami, i zagubionymi, postaci dziecięcych i dojmująco dojrzałych, niosących i otuchę, i rozdarcie.

Kojarzony być może głównie z kinem familijnym, Robin Williams grał u Barry’ego Levinsona postacie szalenie zaangażowane, swoje zaangażowanie wyrażające przez tragifarsę, której przyszło im się stać udziałem. Jak w „Good Morning, Vietnam”:

czy w „Man of the Year”

W filmach takich, jak „Patch Adams”, czy – z drugiej strony – „Pani Doubtfire” zbliżał do siebie śmiech i ból, pokazując jak niedaleko od jednego do drugiego.

Niebywałym jego talentem – i, być może, sekretem – było to, że swoim postaciom potrafił nadać rys dziecka. Czy to bezpośrednio, jak w „Jacku” Francisa Forda Coppoli, czy jak w „Fisher Kingu” Terry’ego Gilliama.

https://www.youtube.com/watch?v=qfunRtzlEjA

Gdy zaś grał postacie mężczyzn dojrzałych, grał je z dziecięcą niemal prostotą.

Pewnie dzisiaj najbardziej adekwatnie będzie przypomnieć „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”. I, choć to będzie w najbliższych dniach, po wielokroć przywoływane – wiersz Walta Whitmana.

https://www.youtube.com/watch?v=KI2_bn89cow

O Captain! My Captain! our fearful trip is done…

12 myśli nt. „Robin Williams nie żyje

  1. ~Piekielny Rysio

    Straszna strata, kiedyś zabrałem swojego tatę do kina, właśnie na film z tym aktorem, co chwilę albo śmiał się, albo wzruszał do łez

    Odpowiedz
  2. ~Kalina

    Z pewnoscia była to wielka indywidualność aktorska i szkoda, ze opuscil swoich fanow. Ja do nich nie nalezałam. Jego role zdradzały jakieś wewnętrzne załganie hollywoodzkie. Znów okazało się, ze udawanie, ze jest super, podczas gdy nie jest nam do smiechu, nie idzie na zdrowie

    Odpowiedz
    1. ~Michał

      Jest poprawnie. Według źródła: Williams quit cocaine and alcohol in the early 1980s and remained sober for 20 years before suffering a relapse and entering rehab in 2006.

      Odpowiedz
  3. ~akka

    Wielka strata, Jego aktorstwo miało dla mnie coś z magii, bardzo wrażliwy i dobry człowiek i to było widać w Jego rolach. R.I.P.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *